, 19.04.2021

0 rezultatów zostało znalezionych

Polish Paramedic from Cumbria needs your support / Polski Ratownik medyczny z Kumbrii potrzebuje Twojego wsparcia.


  •   8 min lektury
Polish Paramedic from Cumbria needs your support / Polski Ratownik medyczny z Kumbrii potrzebuje Twojego wsparcia.

I’ve had a serious accident!

(English version down below)

Miałem poważny wypadek!

Dniem 9 Sierpnia w piękne słoneczne popołudnie zdecydowałem polatać na paralotni wzdłuż klifów w uroczym St Bees. Znane mi miejsce latałem tam wielokrotnie ale w tym dniu wiatr był dość słaby jak na moje skrzydło, wiec postanowił zbliżyć się do urwiska i wykorzystać żagiel tworzony przez wiatr.

Jeden silniejszy podmuch wiatru zmieni trajektorie lotu której nie byłem wstanie skorygować.
Roztrzaskałem się o ścianę z potężną energią która spowodowała silny ból pleców i nóg. Zawieszony na paralotni wypełnionej powietrzem 15 metrów nad ziemią na zboczu o nachyleniu 50% zdecydowałem opuścić na dół. Złamana prawa noga zaczepiała się o każdy fragment skalny i krzaki ale szarpany ogromnym bólem, metr po metrze byłem bliżej ziemi.

Dwa metry nad ziemią podjęli mnie koledzy paralotniarze z którymi latałem i znieśli na kamienistą plaże u podstawy klifów. Ból był nie do zniesienia, ciągle przytomny i świadomy wszystkiego.

Instynkt paramedyka dominował nad bólem. Zacząłem wydawać polecenia co muszą teraz zrobić żeby mi pomóc. Wezwanie pomocy, ułożenie w odpowiedniej pozycji, unieruchomienie kamieniami złamania.

Pomoc przybyła. Pierwsza na miejscu załoga ambulansu w którym pracuje złożyła wkłucie i podała morfinę. Zaraz po nich przyleciał HEMS ze znajomym doktorem na pokładzie podali kolejne leki i odleciałem.

Odleciałem gdzieś, gdzie Jimi Hendrix czuł by się wspaniale ale ja czułem strach, fascynacje, nirvane, odlot ale przede wszystkim nie czułem już bólu.

Obudziłem się w śmigłowcu 10min przed lądowaniem w Royal Preston Hospital i od razu z A&E trafiłem na serie skanów (x-ray, mri).Podszedł lekarz i zapytał: czy wyrażasz zgodę na operacje?

Oszołomiony lekami słuchałem dalej. -masz bardzo poważne obrażenia musimy Cię operować, inaczej…

Obudziłem się następnego dnia rano z nogą wielkości moich dwóch nóg.
Zorientowałem się że leżę na płasko w towarzystwie trzech innych pacjentów otoczony personelem medycznym.

Ktoś powiedział naciśnij zielony guzik jak poczujesz ból. Nacisnąłem przycisk, nic nie czuje. Zasnąłem.

Obudziłem się słysząc „ Luccasss Luccasss how to spell your name”
Ktoś powiedział znaną mi Formułę z wczoraj.

Musimy wykonać kolejną operację na Twój kręgosłup tym razem.
Wyrażasz zgodę? Pojechałem na blok, zasnąłem.

Obudziłem się na noszach w drodze z bloku na oddział Major Traumy.
Nagle w bocznych drzwiach zobaczyłem moją kochaną córkę potem żonę i przyjaciela. Podeszli do mnie ze łzami w oczach. Pogadaliśmy.

Kolejne trzy noce gorączkowałem 38,7’C  miałem halucynacje, koszmary, spałem, budziłem się, spałem kilkanaście razy w ciągu 24h. Nie jadłem od czwartku rana gdzie w drodze na latanie kupiłem sobie kawę i muffina czekoladowego. Jechałem polatać godzinę, może dwie.
Bólu czułem tylko w tchawicy od rury intubacyjnej i leżenia na stole operacyjnym na brzuchu przez 7h operacji, jest dobrze pomyślałem.

W niedziele zapadła decyzja ze jest już lepiej i mogę jechać na odział obok tego. Taki normalny gdzie ludzie chodzą i rozmawiają ze sobą, jedzą, piją, narzekają na słabe zdrowie etc.

Jest poranny obchód. Pochodzi do mnie grupa ludzi i mówi  „Lucas what have you done!”Wysoki facet wyjaśnij jak poważnego urazu kręgosłupa dostałem i ze z medycznego punktu widzenia nie ma wyjaśnienia dlaczego jestem nie sparaliżowany! Pomyślałem że żartuje, ale on nie żartował. Trzy kręgi złamane, śruby, druty, rdzeń cały – 7h operacja.

Następnie podchodzi kolejna inna grupa ludzi. Mr Lucass zrobiłeś nam sporo roboty, usłyszałem. Ten typ złamania stawu skokowego jest bardzo rzadki i jest związany z ogromnym mechanizmem urazu jakiego doznałeś. Żeby zrekonstruować Ci staw musieliśmy złamać Ci głowę kości piszczelowej. Ale teraz wszystko jest już dobrze. Jedynie musisz się liczyć z tym że jeżeli kość Talus obumrze za 6 miesięcy, będziemy zmuszeni zespolić Twój staw skokowy na sztywno! Co?!? Pomyślałem. Operacja 4h, 4xśruby.

Leżąc teraz w szpitalnym, łóżku szarpany bólem nogi który jest okropny i porównywalny z uczuciem wolnego toczenia się koła samochodowego po nodze, postanowiłem napisać ten tekst.

Dlatego ze dalej żyje a ten wypadek zmienił całe moje życie! Nigdy już nie będę robił rzeczy takich jak kiedyś ale się tym nie martwię, bo wiem ze odkryje inne równie ciekawie. Z gór nie zrezygnuje!

Dlatego ze ten wypadek będzie miał ogromny wpływ na moją pracę jako ratownika medycznego i podejście do niej. Dlatego ze urodziłem się nowo i odkryłem co jest w życiu ważne! Zdrowie, Rodzina, Przyjaciele. Jestem w bardzo dobrym nastroju bo otaczam się świetnymi ludźmi.

Koledzy, przyjaciele z pracy i nie tylko opiekują się moją rodziną. Przywożąc ich 2,5h w jedną stronę do szpitala żeby mnie odwiedzili. Pomagają im się odnaleźć w trudnościach codzienności za granicą. Zabiorą mój samochód, psa i inne rzeczy do Polski.

Zbierają dla mnie i mojej rodziny pieniądze robiąc niesamowite rzecze.
(Jeżeli tylko możesz wesprzyj mojego przyjaciela Richarda Pottera klikając na link do strony w opisie, który 2 września pobiegnie dla mnie 30mil po górach w bardzo trudnym terenie.)

https://www.justgiving.com/crowdfunding/biglucas

Przewiozą mnie Ambulansem do Kraju. Wspierają wiadomościami, telefonami i w każdy możliwy sposób. Wiem jedno ze pomimo bólu którego właśnie doznaje i braku możliwości chodzenia przez dłuższy czas. Bardzo długiej i bolesnej rehabilitacji.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi bo mam Was!

Dziękuje Przyjaciele.

Łukasz Mscisz

ENGLISH VERSION

On the 9th of August, beautiful sunny afternoon, I decided to do a bit of paragliding along the cliffs of St. Bees. I knew the place well cause I had been there many times before. This day the wind was too weak for my wing so I decided to get closer to the cliff and make use of the wind there.

One stronger blow of the wind changed the direction of the flight and I couldn’t correct it. I crashed against the wall with an enormous force. It caused a terrible pain in my back and legs. I was hanging on my paraglide filled with air 15 meters above the ground, on a cliff with 50% inclination. I had to lower myself down. The broken leg was catching on every rock and shrub.

Torn by pain, meter by meter I was closer to the ground. Two meters above the ground I was taken over by two paragliders who I was flying with. They took me to the pebbly beach at the base of the cliffs. The pain was unbearable but I was still conscious and aware of what was happening. The paramedic’s instinct prevailed over the pain. I started telling them what to do to help me – calling for help, putting me in a safe position, stabilizing the fracture with stones.

Help came. The team of the ambulance I work with arrived first. They put an IV line and administered  morphine. Right after them, HEMS with the doctor I knew landed. They gave me other medications and I flew away. I flew away somewhere where Jimmy Hendrix would probably feel like “at home”, but I felt pain, fascination, nirvana, trip. But most of all, I didn’t feel pain anymore. I woke up 10 minutes before landing at the Royal Preston Hospital where I was taken to A&E straight away.

Then I had a series of scans done (x-ray, mri). The doctor came and asked me if I agreed to have a surgery. Stupefied with drugs I continued listening. „You have serious injuries and we have to operate, otherwise…” . I woke up the next day with my leg twice the size. I realized I was lying flat accompanied by three other patients and surrounded by medical staff. Someone told me to push the green button if I felt pain. I pushed, felt nothing. I fell asleep.

I woke up hearing „Lucassss, how do you spell your name?”. Someone told me the formula I had learnt before. “We have to do another surgery on your spine this time. Do you agree?”. I went to the surgery ward and fell asleep. I woke up on a stretcher on the way to Major Trauma.
All of a sudden I saw my lovely daughter, my wife and my friend at the side doors. They came to me with tears in their eyes. We talked.

The next three nights I was feverish, 38,7 C, had hallucinations, nightmares and I fell asleep and woke up many time during one night. I hadn’t eaten since Thursday morning and on the way to the cliffs I had bought myself a cup of coffee and a chocolate muffin. I was supposed to fly for one hour or two.

I felt pain in my thorax because of the intubation pipe and, on the whole, because I had been lying on my tummy for 7 hours during the surgery. “It’s ok”, I thought. It was much better on Sunday and they decided that I could be transferred to the ward next door. The normal one where people walk, talk, drink, eat and complain about their health.

There was the morning round, a group of people came to me and said “Lucas, what have you done?”. The tall guy explained to me how serious the injury of my spine was and added that from the medical point of view there was no explanation why I wasn’t paralysed. I thought he was joking but he wasn’t. Three vertebrae broken, wires, screws, the cord intact – 7h surgery.

Then another group came. “You gave us a lot of work”, I heard. “This type of ankle fracture is very rare and involves a severe mechanism of injury. To reconstruct the joint we had to break the base of the tibia, but now everything is ok. But you need to take one thing into consideration – if your Talus bone dies, in six months we will have to do a fusion surgery”. “What?!?”, I thought. The surgery lasted 4 hours and I had 4 screws implanted.

Lying now in the hospital bed, torn by pain in my leg compared to a car wheel slowly rolling over your leg I decided to write this text. Because I am still alive and this accident has changed my life, I will never do the same things I have done before. But I am not worried because I know that I will discover new, equally interesting things. I am not going to give up on the mountains!

This accident also has had a big influence on my professional life and my approach to it.
I was born one more time and I discovered what’s important in life. Health, family, friends.

I am in a great mood because of wonderful people that surround me. My colleagues, friends and other people take care of my family, driving them here 2,5h one way.

They are helping them to find themselves in the reality abroad. They will take my car, my dog and other things back to Poland.

They are collecting money for me and my family doing amazing things.
If you can, support my friend Richard Potter by clicking the link in the description. On the 2nd of September he’s going to run 30 miles in a difficult, mountain terrain.

https://www.justgiving.com/crowdfunding/biglucas

They are going to transport me to Poland in an ambulance. They are supporting me with messages, phone calls, every possible way. I know one thing – despite the fact that I am experiencing acute pain and I won’t be able to walk for some time, despite the long and strenuous rehabilitation, I am the happiest man on Earth because I have YOU.

Thank you my FRIENDS.

Lukasz Mscisz

Powiązane Wpisy

You've successfully subscribed to Cumbria.pl
Great! Next, complete checkout for full access to Cumbria.pl
Welcome back! You've successfully signed in
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.
Success! Your billing info is updated.
Billing info update failed.
Your link has expired.